I still haven’t decided what to do next
W Pogrzebie w Smallville uczestniczą aż trzy wersje Supermana. < > Ma to swój sens: zeszyt ten opowiada o upływie czasu, o przyszłości, teraźniejszości i przyszłości, o tym, jak te trzy płaszczyzny wchodzą ze sobą w interakcję – a przy okazji pokazuje rozwój Supermana < > od młodego, zagubionego chłopaka do... czegoś więcej. < >

Ale przyszłość nie tylko przeraża – również uwodzi. < > Widać to bardzo dobrze w scenie pościgu za Czasojadem. Kal Kent (Superman z roku 853 000) próbuje < > powstrzymać młodego Clarka przed dołączeniem do walki z potworem pochłaniającym czas, ale ten nie słucha. Rwie się do akcji, ale zbyt szybko, zbyt pochopnie – i płaci za to trzema minutami, w czasie których umiera Jonathan Kent. Czas przecieka mu przez palce. < > To jedyne, czego trzeba się bać.
Thanks for the opportunity to see my pa one last time
Pogrzeb w Smallville jest historią o podróżowaniu w czasie, choć dowiadujemy się o tym dopiero pod koniec, kiedy okazuje się, że jeden z Supermanów przyszłości, spowity w bandaże Nieznany Superman z roku 4500 to w istocie Superman teraźniejszy, dobrze nam już znany Clark Kent w pełni swoich sił, który razem ze swoimi potomkami wyruszył, by powstrzymać Czasojada – a przy okazji pożegnać swojego przybranego ojca. Ten Superman nie boi się przyszłości, bo dzięki zdobytemu doświadczeniu wie już, że „ostatecznie wszystko będzie tak, jak trzeba”. Ten Superman z tęsknotą spogląda w przeszłość.
Mam ambiwalentne uczucia wobec historii o podróżach w czasie. Zbyt często stanowią one tylko zapis fantazji: pragnienia, by choć na chwilę zawładnąć żywiołem, który nieubłaganie niesie nas naprzód. By zmienić coś w przeszłości, naprawić dawne błędy, < > odnaleźć stracony czas i tym razem wykorzystać go lepiej. Oczywiście rozumiem te pragnienia. Sam nie jestem od nich wolny – zdarza mi się rozgrywać w głowie wyobrażenia tego, jak potoczyłoby się moje życie, gdybym w przeszłości podjął inne decyzje, lub wracam pamięcią do momentów spędzonych z tymi, którzy już nie wrócą, marząc o tym, by było ich więcej.
Problem w tym, < > że nikt z nas nie posiada wehikułu czasu. Nikt z nas nie może powrócić do tego, co było. < > Momenty, w których pragnienia bohatera się spełniają, w których dostępuje on tej łaski, która nam nie jest dana – takie jak te kilka słów zamienionych przez Supermana z Jonathanem – wprowadzają dystans między nas a bohatera. Żeby coś z nich wyciągnąć, trzeba solidnych interpretacyjnych akrobacji. < > Oto moja próba: teraźniejszy Superman nie pozwala, by czas mu uciekał, tylko z uwagą obserwuje jego przepływ. Dlatego na wszystko potrafi znaleźć moment. Dlatego może po raz ostatni spotkać się z Jonathanem i powiedzieć wszystko, co trzeba powiedzieć. Manifestacją tej umiejętności jest schwytanie Czasojada.
In remembrance of all that we are. And all that we will be

Trzeci Superman jest wolny od strachu i tęsknoty. Chce upamiętnić przeszłość, ale nie jest przez nią skrępowany. Nie ulega rozpraszaczom i prokrastynacji (które wyobraża Czasojad i które, jak widać po dziurach, dopadły również niniejszą notkę), tylko w pełni korzysta z teraźniejszości. Uosabia przyszłość, w której „wszystko będzie tak, jak trzeba”.
20 grudnia 2015
Wschód słońca: 7:35
Zachód słońca: 15:39
Długość dnia: 8 godzin 4 minuty
Następnym razem: Bizarro.
Wow. Już miałem na koniuszkach palców komentarz "Wysypało Ci się formatowanie, masz dziury w tekście", po czym dotarłem do końca i... wow.
OdpowiedzUsuńTen zeszyt "All-Star Superman" mocno do mnie przemawia, identyfikuję się z Clarkiem, chłopcem ze wsi, który dopiero stawia pierwsze kroki w mieście. Strach przed przyszłością, tęsknota za przeszłością, a zarazem dojmujące poczucie, że nie da się już cofnąć czasu. Dobry zeszyt.
Zgadzam się z obserwacją na temat historii o podróżach w czasie. "Doctor Who" często przeskakuje dystans oddzielający w takich historiach widza od bohatera w ten sposób, że przedstawia nam przeszłość jako "wieczną teraźniejszość" - prawie wszystko da się zmienić, nic nie jest wyryte w kamieniu, działanie wciąż ma sens. No a poza tym stosunkowo rzadko serial pozwala Doktorowi czy towarzyszom zmieniać swoją osobistą przeszłość.
Proponujesz ciekawą interpretację Supermana "odzyskującego" stracony czas. Mnie z kolei nasunęła się myśl, że być może Superman może po raz ostatni zobaczyć ojca, bo nie próbuje zmienić przeszłości - jej obserwacja to raczej coś w rodzaju wspominania. Ale przyznam, że zdecydowanie należałoby się nad tą kwestią głębiej zastanowić, by znaleźć dobrą interpretację.
No i na koniec - ha, nie przyszło mi do głowy, że przyszły, złoty Superman to nasz Superman. Dziękuję :)
Do mnie też przemawia! Mam wrażenie, że Clarka można czytać jednocześnie jako chłopaka ze wsi, bo mieszka na farmie, i jako chłopaka z małego miasta, bo w pobliżu znajduje się Smallville – i z tym drugim Clarkiem zdecydowanie mam coś wspólnego. I był taki czas, jeszcze w czasie studiów, że wracając do domu stawałem się bardziej wyczulony na to, jak czas płynie – zwłaszcza w czasie świąt, kiedy robi się wszystko to samo, co każdego roku, przyglądałem się sobie, temu, jak się zmieniłem, i zastanawiałem się, co będzie dalej.
UsuńTo spotkanie teraźniejszego Supermana z Jonathanem faktycznie ma w sobie coś ze wspomnienia. I masz rację, że nie ma tu próby zmiany przeszłości, jest akceptacja upływającego czasu, i może przez to też o wiele łatwiej mi (trochę mimo tego, co pisałem w notce) zaakceptować takie rozwiązanie niż na przykład to, co się dzieje w „Dniu Doktora” ;). Tu mamy do czynienia z taką małą łaską, możliwością powiedzenia tego, co chciałoby się powiedzieć, dla Jonathana – (nieświadomego) zajrzenia w przyszłość i uspokojenia, że ma ona jasne barwy.
A jeśli chodzi o przyszłego Supermana, to miałem jeszcze jedną poszlakę: to „Ha” przywodzące na myśl moment, w którym znalazł odpowiedź na pytanie Sfinksa i zawahanie przed „YOUR legendary twelve labors”, podobne do tego, jak się zawahał, rozmawiając z Lois w drugim zeszycie („Like ah... like that identity of mine”). Te podobne tiki werbalne wydały mi się podejrzane ;).
UsuńA w ogóle to przykład tego, co ja sam odkrywam podczas czytania – dopiero pisząc notkę i szukając jej trzeciej części zauważyłem, że chyba coś jest na rzeczy.